Kursy MBSR jakie prowadzę (i do jakich wszystkich gorąco zachęcam, bo uważność jest czymś, co sprawia, że nam wszystkim żyje się po prostu lepiej) są w swej istocie kursami edukacyjnymi, choć często przybierają spontanicznie formę grupowej terapii lub autoterapii, w której naprawdę szczerze angażujemy się we własną praktykę, a ona z kolei prowadzi do uzdrowienia w nas samych, na wielu poziomach, w wielu sferach i aspektach, ale przede wszystkim działa uzdrawiająco na nasz sposób postrzegania, doświadczania życia i wszystkiego co się w nim dla nas pojawia.
Sam Kurs MBSR nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów – ale może skutecznie nauczyć nas INNEGO SPOSOBU spoglądania na nie…
Zawartość materiałów i narzędzi, jakie dostarczane są i praktykowane podczas tego 8-tygodniowego Kursu i jego intensywność, jest tak duża (a nasz opór wobec zmian adekwatny do jego intensywności), że może nie zawsze udać nam się w ciągu zaledwie 8 tygodni wszystkiego zgłębić, przepracować i przećwiczyć – do tego potrzeba czasu i oceanu cierpliwości oraz łagodności dla siebie.
Tak naprawdę podczas Kursu MBSR dostajemy narzędzia do pracy na całe życie, do tych narzędzi uczestnicy powracają wielokrotnie jeszcze po zakończeniu Kursu.. Oprócz cennych medytacji, jedne z najważniejszych z nich to praca z naszymi myślami i schematami/wzorcami myślowymi, które czynią z nas ich niewolnikami i znacznie ograniczają naszą perspektywę, bardzo istotnie wpływając na nasze samopoczucie i zachowania…I to jest ogrom pracy, żeby nauczyć się te wzorce zacząć zauważać, przekształcać i transformować na bardziej nas wspierające, na takie, które w sytuacjach stresujących nie będą podsycać wewnętrznego, zżerającego nas ognia. Trzeba codziennie z nimi zasiadać, zauważać i rozpisywać, a potem znajdować myśli i wzorce łagodniejsze i poszerzające naszą perspektywę – jako antidotum. Pamiętajmy, że to jak się czujemy, zależy w dużej mierze od tego co i jak myślimy i w co wierzymy w danej chwili, a nie od sytuacji samej w sobie…nasze myśli i wzorce oraz praca z nimi są kluczem do rozwiązania naszych wewnętrznych węzłów.
Jeśli nie wiemy skąd bierze się ból czy jakaś dolegliwość – to zajrzyjmy do schematu reakcji stresowej (której rozpoznawania uczymy się na Kursie) i zobaczmy, co dzieje się w ciele oraz jakie myśli się pojawiają w trudnych dla nas sytuacjach. Jak nie złapiemy tych myśli i wzorców na samym początku, to reakcja stresowa uruchamia cały łańcuch dalszych niepomyślnych zdarzeń, kiedy jednak uda nam się uchwycić te myśli, które nas dołują i powodują zwiększenie napięcia wobec pierwotnego bodźca stresującego – mamy szansę tę reakcję łańcuchową zatrzymać w zarodku..Wtedy nie pozwalamy, by powstało chroniczne napięcie, bo jest od razu zauważone i uwalniane na samym początku. Ból to zawsze reakcja na długotrwały stres, który fundujemy naszemu ciału latami…to nie jest tylko jakaś sytuacja zewnętrzna sama w sobie, ale to także – a może przede wszystkim – to, co my w tej i innych podobnych sytuacjach myślimy, jak ją postrzegamy: jako zagrożenie ? wyzwanie ? szansę ? okazję by się wykazać ? by coś osiągnąć, zdobyć ? – wszystkie te nastawienia (szczególnie takie jak muszę, powinienem, wypada etc) powodują napięcia – a biorą się z reakcji naszych dwóch wewnętrznych automatycznych systemów reagowania na to, co dzieje się w naszym życiu – systemu zgrożenia oraz systemu naszych popędów i dążeń (drive system) – a to co je balansuje, to trzeci system – system ukojenia, który dobrze byśmy umieli włączać ŚWIADOMIE, po każdej reakcji stresowej, żeby ten stres ‚odreagować’, załagodzić i żeby nie skumulował się i nie pozostał stłumiony w ciele.
Tego własnie uczymy sie na Kursie mindfulness: zauważania wszystkiego, co wywołuje nasz stres i tego jaka jest nasza reakcja. I wtedy się zatrzymujemy i zatrzymuje się ten cały łańcuch, który nas więzi, pali i uwiera. Na to tylko my sami mamy wpływ – nikt ani nic innego, tego zatrzymania za nas nie zrobi.
To co pojawia się w ciele jako ból czy choroba, jest WYNIKIEM (skutkiem) tego jak reagujemy latami na różne czynniki (zwiększonym napięciem czy rozluźnieniem), a nie problemem, czy jego źródłem, które trzeba ‘zwalczyć’, ’naprawić’, ‚zmienić’, czy ‚pozbyć się’ etc. Te miejsca w nas, które bolą i doskwierają, to jest część nas samych, do których należy się zwrócić, uszanować, zadbać i zauważyć. Jedyne czego one potrzebują, to PRZYTULENIA, ukojenia, objęcia, akceptacji, łagodności (tak samo jak wtedy, gdy dziecko płacze – nie odpychamy go i nie mówimy ‘nie chcę Cię’, ‘niech to sie skończy’, ‘idź sobie precz’…tylko bierzemy dziecko na kolana i przytulamy….Sprawdźmy więc może, czy tak samo robimy ze sobą, kiedy cierpimy ? kiedy ciało boli ? czy włączamy wtedy nasz system ukojenia ? Czy może dajemy pole do popisu dla naszego wewnętrznego bezwględnego krytyka (‚no weź się szybko w garść’, ‚musisz sobie z tym poradzić’, ‚zrób coś z tym’, ‚musisz to jakoś naprawić’, ‚musisz się tego pozbyć’, ‚to jest złe’ etc)
W każdym przypadku bólu czy choroby nasze ciało domaga się jednego: łagodności, zaopiekowania, przytulenia, złagodzenia napięcia, odpuszczenia paru spraw i rzeczy, życzliwości dla siebie…spowolnienia…resztę odpowiedzi znajdziecie w sobie sami…
To samo dotyczy bolesnych emocji, to jest kolejny ważny temat…od nich najczęściej się odwracamy, uciekamy, jakby były największym złem lub problemem, na który nie chcemy dłużej spoglądać. A one są przecież tą częścią nas, która woła: zauważ mnie i obejmij…
Na Początek więc i na Wasze całe życie, życzę Wam jeszcze więcej łagodności i życzliwości dla siebie samych – zobaczenia jak JUŻ TERAZ możesz o siebie zadbać, by poluzować napięcia w ciele…by dać mu odpocząć, poczuć przyjemność, a nie tylko powinność….Co możesz teraz dobrego dla siebie zrobić ? Czy możesz zapytać siebie samą/ego: jak się czuję ? Czego potrzebuję w tej chwili ?
Bądźcie też wobec siebie cierpliwi… to proces na całe życie, krok po kroku uczymy się ZAPRZYJAŹNIAĆ ze wszystkim co nas spotyka…Bo walka, choć może z początku wydawać się atrakcyjna, będzie działać tylko przez jakiś czas i tylko na jakiś czas pozornie rozwiąże problemy…za to na długi czas i bardzo szybko wyczerpuje wszystkie nasze zasoby po kolei…Sprawdźmy więc może, czy nie lepiej się zaprzyjaźnić…
Pamiętajcie też by szukać wsparcia, ponieważ ta praca, choć przynosi wspaniałe skutki, kiedy naprawdę ją wykonujemy z zaangażowaniem i regularnie, to często mamy też tendencję do utykania w niej. Utykamy w praktyce, w koncepcjach, w utartych opiniach, których się kurczowo trzymamy jak ostatniej deski ratunku…nie widząc, że surfujemy na oceanie możliwości…że obok są tratwy, statki, jachty, żaglowce, z których możemy skorzystać by złapać wiatr w skrzydła.. Kiedy utykamy, warto żeby ktoś życzliwy popatrzył na to z zewnątrz, z pewnej odległości, z dystansu, którego często nam samym brak. Jeśli czujemy, że długi czas borykamy się z jednym i tym samym problemem, pomimo wszystkich narzędzi jakich używamy, to znaczy, że gdzieś utknęliśmy – najczęściej w naszych własnych myślokształtach….przekonaniach…wyobrażeniach, które ani nie są prawdziwe, ani wcale nam nie służą…Często jednak nie potrafimy tego zobaczyć z naszej zawężonej perspektywy, w danym czasie, w danej chwili.
Wtedy wystarczy, że ktoś na to wskaże, że zada pytanie…i już widzimy to, czego nie dostrzegaliśmy latami….czasami dochodzimy do tego sami…czasami potrzeba kogoś z zewnątrz i to jest zupełnie naturalne, potrzebne i wskazane, wszyscy bowiem mamy podobne tendencje do utykania i słabszego widzenia, tego co jest przed nami, co się nam manifestuje tak wyraźnie, a czego nie dostrzegamy, kiedy patrzymy tylko wciąż z jednej, zawężonej do naszych poglądów perspektywy. Potrzeba nam wtedy dystansu, by popatrzeć z lotu ptaka….
Zachęcam więc, żeby sięgać po pomoc, kiedy czujesz, że utykasz w czymś, że nie widzisz światełka w tunelu…porozmawiaj…skorzystaj z obecności i możliwości bycia wysłuchanym przez przyjaciela, terapeutę, a może przeze mnie…W każdej chwili jest możliwość zainicjowania indywidualnej pracy z użyciem wszystkich narzędzi, które dostarcza mindfulness (medytacje, uważne słuchanie i kontakt z ciałem, praca z myślami, z emocjami, ze stresującymi sytuacjami, z uważnością i empatią w relacjach etc) a także głębokie dociekanie w duchu zen coachingu. A to daje zupełnie inną perspektywę. Mamy szansę w ten sposób dotrzeć do źródeł tego, co nas naprawdę trapi i do naszych najgłębszych potrzeb jakie za tym stoją…
Mamy szansę otworzyć się na inną, nową perspektywę…i rozluźnić nieco zacisk…
Serdecznie zapraszam,
Lidia Żurawowicz

Dodaj komentarz